With crazy shop of wholesale jerseys from China, vary in nfl/nba/nhl/mlb/ncaa. Low price Chinese wholesale jerseys for cheap sale. Up to 69% off discount nfl jerseys for you. And basketball wholesale nba jerseys in throwback free shipping. American cheap jerseys for entertainment and training. wholesale nhl jerseys online all cheap NFL jerseys players on field. Now buy wholesale jerseys for saving more.

Funkcje literatury pozornie dziecięcej są różne. Używam słowa „pozornie”, bo takowa nigdy nie powinna być wkładana do szuflady i kojarzyć się tylko z młodym odbiorcą. Są książki tak ważne, że sięgać powinien po nie każdy bez względu na wiek, gusta literackie czy wrażliwość. Światu potrzebne są takie książki jak „Mallko i tata”. Potrzebne dla każdego rodzica w podobnej sytuacji, starszego brata bez dodatkowego chromosomu 21, przyjaciela rodziny. Bo chyba nie muszę wspominać, że dla każdego, kto kiedykolwiek użył słowa „Down” w pejoratywnym sensie, jako obelgę wobec rówieśnika na szkolnym korytarzu.

Z dziećmi dzieje się czasem podobnie jak z rysunkami: nie wychodzą tak, jak sobie wyobrażałeś.

Czy to nie jest jedno z najpiękniejszych zdań jakie można powiedzieć o rodzicielstwie, które będzie walczyło o akceptację? Czym jest „Mallko i tata”? Już pędzę, by Wam opowiedzieć. W pierwszy Dzień Wiosny nie będę zwracać Waszej uwagi na promienie słońca za oknem, ale na to, że w ten dzień obchodzimy również, a może przede wszystkim, Światowy Dzień Zespołu Downa. Wydawnictwu Dwie Siostry bardzo zależało, by nie tylko wydać tę książkę w ten ważny dzień, ale też dochód z jej sprzedaży przeznaczyć na rzecz podopiecznych Stowarzyszenia Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa „Bardziej Kochani”. Ale to nie jedyny powód, dla którego powinniście ją nabywać.

Mallko to chłopiec z trisomią, a Gusti to jego tata artysta, a przed Wami wyjątkowa książka o miłości i drodze do akceptacji, uczenia się siebie nawzajem. By inni mogli odnaleźć w tej walce o własną tożsamość coś dla siebie. Gusti zdecydował się na odważny krok tworząc tę książkę. Dlaczego odważny? Bo zaczyna go i kończy wręcz ekshibicjonistycznym wyznaniem. Końcowego nie zdradzę, ale pierwszy jest napisany ogromnymi literami. Wyznanie bez ogródek, kolorów, wymyślnych czcionek:

Ojciec nie zaakceptował tego rysunku, który nie do końca mu wyszedł. Pragnął ogromnej miłości, a w zamian na jego zamek przypuszczono atak całą armią Mallko – jak to ujmuje sam autor. Z czasem uświadamia sobie, że każdy nieudany rysunek jest jakby drogą do celu. Z pomocą zaakceptowania przyjdzie mu też ośmioletni syn oraz żona. Brat, który mówi, że „wszystko jedno, czy jest czerwony jak pomidor, żółty jako żółtko jajka, zielony jak trawa” albo że „nigdy nie zostanie piłkarzem, że prezydentem też nie i że nie nauczy się grać na fortepianie”, Mallko zawsze będzie dla Theo najlepszym braciszkiem.

Widzicie to piękno? Powoli odkrywa się przed nami forma tej książki, która naprawdę jest unikatowa. Ja postrzegam go jako dziennik obrazkowy ojca. Ojca, który kocha swoje dziecko nad życie i dorósł do bronienia go w każdej sferze życia i miejscu na Ziemi. Broni go na boisku, gdy inny ojciec nazywa Mallka dziewczynką, broni, gdy inni pytają, dlaczego ma fryzurę na pazia, broni wszystkie dzieci z trisomią przed wymarciem. Zrobi to w formie niemal bazgrołów, które swoim brakiem perfekcji tym bardziej poruszają czytelnika. Rysunki kreślone jakby długopisem, czasami przemieszane barwami kredek. Przewiną się kartki przyklejone na taśmę oraz prywatne zdjęcia. Padną zdania dłuższe oraz krótsze, jakby maksymy, które każdy rodzic powinien wziąć sobie do serca wychowując dziecko.

„Zabawa jest świętością”:

Oprócz bezbrzeżnej miłości wylewającej się z „Mallko i tata”, chyba najważniejszą cechą tej pozycji jest jej potencjał pedagogiczny. Są jakieś drobne niuanse, które osoba niezbyt dokładnie zorientowana w temacie, wie o zespole Downa, ale ta książka staje się nagle nie tylko dziennikiem obrazkowym, ale ciekawą formą opowieści edukacyjnej.

Choroba zespół Downa to NIE choroba.

Podkreśla ojciec. Pozornie drobnymi podkreśleniami, przekreśleniami, braniem rzeczy w czerwone kółka przemienia na przykład słowo NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ w NIE, PEŁNĄ SPRAWNOŚĆ. Pomoże dostrzec posiadanie dziecka z trisomią czy jakąkolwiek formą „nie, pełnej sprawności” jako dar i wyróżnienie.

Ja czytając sama czułam jakiś pewien zaszczyt, że Gusti pozwala nam zajrzeć w ten świat, w swój świat, ale przecież umieszczony nie tylko w jego rodzinnej Argentynie. Trisomia nie ma granic geograficznych. Zaglądając do „Mallko i tata” zobaczycie jak Mallko czyta książki wietrząc pupę albo jak siusia, gdy się kąpie. Zerkniecie na jego pierwszy dzień w szkole, gdzie zawiera przyjaźnie przez zaczepianie. Czynności powszechnie uważane jako udręki i trudności, Gusti przedstawia jako wyjątkowe elementy życia codziennego. Osłabione mięśnie, które towarzyszą trisomi mogą sprawić, że Mallko jest elastyczny jak jogin robiąc szpagaty w różnych pozycjach! Kiedy dopada go zmęczenie, Mallko pada jak balon bez powietrza. Gusti ilustruje to wszystko z niebywałą czułością przygotowując rodzica na tony cierpliwości, które ostatecznie każdy w sobie znajduje.

Nabywajcie jednocześnie wspierając, czytajcie jednocześnie ucząc, otwierajcie, by jednocześnie przeżywać. „Mallko i tata” to gwarancja wyjątkowości Waszego regału i wrażliwych serc.

Wyobrażam sobie, że właśnie dlatego Wydawnictwo Dwie Siostry zostało dostrzeżone i docenione poza granicami otrzymując wczoraj prestiżową nagrodę dla „Najlepszego Europejskiego Wydawcy Dziecięcego Roku”, która przyznawana jest na sześciu kontynentach! Ślę ogromne gratulacje i wypatruję kolejnych tak wartościowych publikacji!

 

Mallko i tata, Gusti Rosemffet, tłumaczenie Tomasz Pindel, marzec 2018, Wydawnictwo Dwie Siostry