With crazy shop of wholesale jerseys from China, vary in nfl/nba/nhl/mlb/ncaa. Low price Chinese wholesale jerseys for cheap sale. Up to 69% off discount nfl jerseys for you. And basketball wholesale nba jerseys in throwback free shipping. American cheap jerseys for entertainment and training. wholesale nhl jerseys online all cheap NFL jerseys players on field. Now buy wholesale jerseys for saving more.

Gdy w 1967r. trzecioosobowa narratorka w postaci Agnety wyrusza samolotem w odwiedziny do ojca w Afryce, przeżywa tzw. peak experience opisany w psychologii przez Abrahama Maslowa. Uczucie to jest rezultatem oceanicznej perspektywy kiedy to „pękają przeszkody zaciemniające widok. To jasność widzenia i siła, człowiekowi wydaje się, że widzi rzeczywistość taką, jaka jest. Daje to uczucie intensywności życia.” Nie mogłam oprzeć się silnemu wrażeniu, że czytanie prozy Agnety Pleijel jest dla mnie swoistym peak experience, otwierającym własne czeluści oceanicznej perspektywy doświadczeń, które są częściami składowymi własnego „ja”.

Poprzednia „Wróżba” była czułym rozedrganiem i niepewnością młodej Nety, które nie z trudem, odbijały się kalką na czytelniczce. Porwała mnie swoją szczerością i odwagą podjęcia tej próby – przyjrzenia się amputacji jakich dokonuje na nas rodzina, dojrzewanie, pierwsze lęki i niepewności. Chirurgiczna precyzja składająca się na świetny traktat o dojrzewaniu i próbie odpowiedzi na najtrudniejsze pytania każdego z nas. Czy trzeba przeczytać „Wróżbę”, by sięgnąć po „Zapach mężczyzny”? W żadnym wypadku, jedna jest trafnym dopowiedzeniem drugiej, kiedy to odrywamy skrawki wspomnień i ruszamy domek z kart, który w obu przypadkach porwie nas w wir odmętów naszej świadomości.

W „Zapachu mężczyzny” budzimy się w świecie zimowego poranka, kiedy to ktoś otruł kasztanowca. Agneta „mebluje przed nami” swój świat i w mgnieniu oka przypomina za co cenię jej prozę. Chirurgiczne zdania z celnością stwierdzeń. Tym razem jednak skalpel tnie na części pierwsze lata studenckie, pierwsze miłości, rozczarowania, walkę o pozycję kobiety w redakcji oraz jej własnych demonów, kiedy to „wciąż jeździ windą między zarozumiałością a poczuciem niższości.”

Dziś Agneta, poważana pisarka, liczy za sobą 77 lat doświadczeń i dzięki nowej prozie pozwala nam spojrzeć na siebie sprzed lat. Razem z nią pojmujemy wciąż umykające prawdy. Agneta z tamtych lat jest głodna. Głodna ciągłego rozwoju, cielesnych uniesień, intelektualnych potyczek, interpretacji literatury, relacji międzyludzkich, walki płci i wiecznie umykającej miłości. Zastajemy ją między młotem a kowadłem, pomiędzy który wciskają ją rodzice. Próbuje się wyrwać z „dziecięcego uzależnienia od małżeństwa rodziców, z trójkąta, w którym miłość do taty jest zdradą mamy.” 

Śledzimy proces interpretacji jej samej, ale również jej zmagania z interpretacją kultury, od wierszy poczynając, a kończąc na filmach. Wspólnie z nią rozszyfrujemy „Jałową ziemię” T.S. Eliota: „Czy ona ma coś w głowie? Istnieje jakiś wzór? Czym tak naprawdę jest mit? Czy ona też wpisuje się w jakiś? Czy w ogóle zrozumiała ten wiersz? Czyta słowa tak wzniosłe, że dostaje dreszczy.” Dzięki językowi jakim posługuje się Pleijel „dotykamy, łączymy się i komunikujemy” z własnym ja i z narratorką.

Stajemy się świadkami jej pierwszych prób twórczych. Słyszymy wręcz dźwięki pierwszych słów wystukanych na podarowanej jej maszynie do pisania Facit Privat oraz towarzyszące im zgrzyty rozczarowania przytłumione przez toksyczne relacje. Agneta z przeszłości odnosi wrażenie, że „niektóre osoby ciągną za sobą uzależnienie” i nienawidzi siebie za to, że jest jedną z nich. Wplątuje się w pierwsze związki, które zawsze zostawią w niej rozdarte wnętrze, niosące bolesne lekcje. Czuje, że „brak jej skóry”, że jest „sejsmografem dla smutków innych ludzi”. Z dozą samokrytycyzmu stwierdza, że „między ludźmi istnieją jedynie pobrudzone półprawdy. Wykręty. I półkłamstwa”. Rozwijamy się razem z nią, by wyrwać się z tych kłamstw i półproduktów prawdy.

„Wszyscy ludzie piszą. Większość o tym nie wie. Pisanie odbywa się w nas, kiedy żyjemy. Kiedy człowiek pisze, nie jest nikim szczególnym, ale pisząc, jest się sobą bardziej niż w jakiejkolwiek innej sytuacji. Pisanie odbywa się nieprzerwanie. Stawianie liter na papierze jest męczące. To jak ze snami. Wiadomo, że kiedy się je zapisuje, przemieniają się. Ale bardziej nie można się zbliżyć.” 

Czyż nie jest to piękna definicja pisarstwa? Agneta tym samym zapewnia nas, że dzięki jej twórczości, jesteśmy z nią najbliżej, najszczerzej, najintymniej. Ta intymność stwierdzeń i przeżyć w żadnym wypadku nie razi czytelnika, nie ma charakteru lubieżnego obnażania się, ale wyważonej relacji ze stawiania się świadomym obywatelem życia i jego procesów.

Autorka kieruje ostre światło na relacje damsko-męskie. Nie zostawia na sobie suchej nitki, interpretując swoje związki z mężczyznami.

„W mieszkaniu rozmraża się, kapie z niej. Plusk z kanapy i plusk z córki. Tata postukuje papierosem o tarczę zegarka. Mówi, że wydaje się nieco histeryczna. Pozbyłaś się typa, którego nie chcesz, po co płakać? Histeryczna. Tak mówi się o kobietach. Sama uważa, że zachowuje się histerycznie. Nie potrafi wyartykułować, że walczy z trudnym problemem o niemal filozoficznym charakterze: z wolnością. Dlaczego nie może poczuć się wolną?” 

Jej związkom często towarzyszy degradacja jej osoby. „Poniża siebie za pomocą innych”. Rodzi się w niej frustracja buntowniczki. Pamiętam, że będąc na spotkaniu z autorką w marcu tego roku, poruszyła mnie jednym zdaniem, którego sens wyraźnie zapamiętałam: My, kobiety, wciąż tkwimy w przekonaniu, że nasze historie nie są warte opowiedzenia, boimy się pisać, sama w nim tkwiłam, jest tyle młodych dziewcząt, kobiet, które wciąż chowają się do szuflady, pomóżmy im się z nich wydostać, rozmawiając o tym głośno. Ta książka jest głośnym potwierdzeniem tego, że Agneta ostatecznie znalazła swój silny głos w literaturze i nie musi się już przepychać z własnymi demonami oraz degradacją własnego talentu.

Poznawanie zapachu mężczyzny wydaje się być destylowaniem ich podejścia do kobiety i jej samej. Autorka zestawia je razem z doświadczeniem seksualnym z kobietą, z relacją z ojcem, z małżeństwem rodziców i jej wszystkimi partnerami i kochankami. To szerokie studium budowy własnej formy ekspresji i siebie jako kobiety. Czytelnik sam zdecyduje co dla niego w tej lekturze jest najbardziej wartościowe. „Zapach mężczyzny” celnie wpasowuje się w ostatnie publikacje dotyczące prawa kobiet do własnego głosu jak np. „Mężczyźni objaśniają mi świat” Rebecci Solnit, kiedy w młodej Agnecie kiełkują zalążki feminizmu:

„To siedzi w głowie każdego faceta jak jakaś gęsta mgła, gorsza od smogu w Londynie. Bycie kobietą to walka z widmami i duchami. Również z własnymi. Którzy wielcy filozofowie poświęcili temu wielkiemu problemowi choćby jedną myśl? Istnieją, rzecz jasna, większe problemy: wojna, ubóstwo i głód. Ale jak kobieta ma zdobyć prawo do bycia sobą? Dla niej to o wiele trudniejsze niż dla wielbłąda przejście przez ucho igielne”.

Narratorka ostatecznie przechodzi przez to ucho igielne, wyłania się ze smogu nierówności i braku wiary w siebie. Pęka błona zasłaniająca jej własny język. Poddaje się głębokim rozważaniom na temat formy, zastanawia się którą obrać, nie chcąc korzystać z tych zużytych. Szuka zaskoczeń i nowej wiedzy, dzięki czemu wyrywa się sztywnym formom trzymającym ją w ryzach niemocy twórczej. Cała książka to demonstracja siły bycia niekochaną, niekiedy pogardzaną, często intelektualnie degradowaną. Agneta znów nie rozczarowuje. Prezentuje nam się dojrzale, szczerze, krytycznie i najbliżej siebie, chyba nawet bardziej niż w poprzedniej „Wróżbie”. Trzeba podkreślić też wartość tłumaczenia nieomylnej już tłumaczki – Justyny Czechowskiej, dzięki której tłumaczenia prozy takich pisarek jak właśnie Agneta czy Tove Jansson docierają do nas w całej swojej wspaniałości językowej. Stali fani się nie rozczarują, a nowych zachęcam gorąco do tej ważnej pozycji.

 

Agneta Pleijel, Zapach Mężczyzny, tłumaczenie Justyna Czechowska, październik 2017, Wydawnictwo Karakter